Sekret naszych finansów rodzinnych – czyli “kawa na ławę” w temacie zarabiania, oszczędzania i inwestowania

Czy można zrobić sobie przerwę od codzienności i na jakiś czas wyjechać? Postanowiliśmy to sprawdzić. Chcemy przez ponad rok podróżować, zwiedzać i poznawać nieznane. Uciec od rutyny, pośpiechu i nadmiaru obowiązków. Cieszyć się chwilą, obecnością bliskich i pięknem otaczającego nas świata… Pytanie jakie najczęściej otrzymujemy, to w jaki sposób chcemy ten wyjazd sfinansować. Sposobów na takie podróżowanie zapewne jest wiele. My zdradzimy jak temat finansów osobistych wygląda u nas i z czego zamierzamy żyć w trakcie podróży.

Na wstępie chcielibyśmy wyjaśnić, iż nie jesteśmy ludźmi majętnymi, nikt nam nigdy niczego nie dał, nie dostaliśmy mieszkania od rodziców, nie jesteśmy “utrzymankami” czy też spadkobiercami  dobrze prosperującego biznesu. Od studiów aż do niedawna utrzymywaliśmy się głównie z etatu i mieszkaliśmy w domu zakupionym na spory kredyt. Nie wygraliśmy w totka, ani też nie otrzymaliśmy wielkiego spadku po bogatej ciotce z Ameryki. Gdyby tak było, pewnie jeszcze dziś zapakowalibyśmy kampera i ruszyli w drogę, nie martwiąc się o jutro. Tak jednak nie jest i dlatego daliśmy sobie około półtora roku na finansowe przygotowanie do podróży, zwłaszcza, że nasze główne (do niedawna) źródło przychodu – czyli pensja z etatu – niebawem zniknie zupełnie /ja już odeszłam z pracy, co spowodowało, że miesięczny wpływ do budżetu zmniejszył się o 2/3 , a za chwilę także i Karol odejdzie ze swojej/. Nie planujemy żyć więc w luksusie, ale chcemy żyć godnie, a z uwagi na to, że mamy dwójkę wciąż jeszcze dość małych dzieci, chcemy żyć odpowiedzialnie. Potrzebny jest nam taki budżet, dzięki któremu wystarczy nam nie tylko na żywność, paliwo, opłaty kempingowe oraz wydatki związane z atrakcjami w trasie tj. bilety wstępu itp., ale także na zapewnienie bezpieczeństwa całej naszej czwórce. A bezpieczeństwo to między innymi odpowiednie ubezpieczenia oraz wolne środki na “wszelki wypadek” – zdarzenia losowe, wizyty lekarskie, leki. Jak się to wszystko zsumuje, wychodzi nie mała kwota.

Zanim jednak podzielimy się z wami naszym pomysłem na zarabianie oraz finansowanie podróży, cofniemy się kilka lat wstecz, by opowiedzieć o początkach naszej drogi w temacie finansów osobistych. O zmianach bez których dziś bylibyśmy w zupełnie innej sytuacji i z zupełnie innymi możliwościami oraz innym patrzeniem na świat.

Nasza droga do edukacji finansowej

Jako pierwsze w naszym życiu, a w zasadzie w życiu Karola, pojawiły się książki Roberta Kiyosakiego z cyklu “Bogaty ojciec biedny ojciec” – które przez wielu uważane są za fundament edukacji finansowej,  a na które ja absolutnie nie miałam ochoty nawet patrzeć, pomimo, że Karol wiele razy namawiał mnie bym przeczytała chociaż jedną z nich. Były to lata 2008 – 2014, kiedy Karol kończył studia, a ja już od paru lat pracowałam w korporacji. W tamtych czasach tego typu książki uważałam za nudne i do niczego mi niepotrzebne. Był to ten etap naszego związku, kiedy w kwestii finansów rodzinnych oraz wizji przyszłości absolutnie się rozmijaliśmy. Karol myślał o dywersyfikacji źródeł przychodu, inwestowaniu oraz przychodzie pasywnym. Mnie w tym czasie marzył się dom z ogrodem, kominkiem i ogromną choinką w salonie na święta. Mieszkaliśmy wówczas w naszym pierwszym, zakupionym na kredyt, mieszkaniu. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego tak trudno jest mi namówić Karola na wyższy kredyt hipoteczny. Pewnie gdybym wówczas wykazała się większą otwartością umysłu i przekonała się do lektury, szybciej bym to zrozumiała. Myślę, że świadomie wolałam nie wiedzieć i beztrosko korzystać z uroków konsumpcjonizmu.

Przełom w mojej głowie nastąpił niespodziewanie, w połowie 2015, pod wpływem zewnętrznego bodźca, impulsu,  inspiracji… A był nim bez wątpienia wykład Marcina Iwucia, usłyszany w trakcie tzw. ”Training Day” organizowanego przez ówczesnego pracodawcę. Myślę, że tamtego dnia Marcin uświadomił nie tylko mnie, ale i większość osób na tej sali, o istnieniu czegoś takiego jak ‘finanse osobiste’, o tym, że NIE warto żyć od pierwszego do pierwszego, że przywilej korzystania z kart kredytowych może być bardzo zgubny i że świadomego zarządzania domowym budżetem można się nauczyć – by żyć bezpiecznie i komfortowo, a nawet by pomnażać własny kapitał. Był to mój kamień milowy w zrozumieniu osobistej sytuacji finansowej. Dopuściłam do siebie wiedzę, do której mój mąż tyle lat mnie przekonywał. Wiedzę, która dostępna jest w dzisiejszych czasach praktycznie wszędzie, a pomimo to wciąż tak wielu z nas z niej nie korzysta – bo albo nie wiemy o jej istnieniu, albo znajdujemy sobie wymówkę typu: “nie mam na to czasu”, albo też świadomie korzystać z niej nie chcemy.

Kiedy wreszcie otworzyłam swój umysł, zaczęłam dostrzegać jak wiele się o tym pisze i mówi. Z własnego doświadczenia mogę gorąco polecić takie źródła jak:

  • blog Marcina Iwucia – Finanse Bardzo Osobiste
  • blog Michała Szafrańskiego – Jak oszczędzać pieniądze
  • książkę “Finansowy Ninja” Michała Szafrańskiego
  • książkę “Bogaty albo biedny. Po prostu różni mentalnie” T. Harv Ekera
  • książkę “Nie tłumacz się, działaj!” Briana Tracy’ego
  • oraz wspomniany już wcześniej cykl książek Roberta Kiyosakiego “Biedny ojciec bogaty ojciec

Naturalnie to tylko kropla w morzu dostępnych pozycji o tej tematyce, ale myślę że wystarczająca na dobry początek. Dla bardziej zaawansowanych oraz głodnych wiedzy, na blogu Michała Szafrańskiego, dostępna jest zdecydowanie dłuższa i bardziej bogata lista książek polecanych przez niego osobiście: 6 książek o finansach, które musisz przeczytać… i kilkanaście które możesz 🙂

Uświadomiona w zakresie finansów osobistych i  odmieniona, wróciłam do domu, głosząc od progu swoją gotowość do wspólnego podejścia do zarządzania budżetem domowym. Radość Karola była ogromna. Zainspirowani narzędziami dostępnymi na blogu Marcina Iwucia, stworzyliśmy swój własny plik do planowania miesięcznych wydatków i regularnego monitorowania przepływów pieniężnych, a także do wyliczania naszej “wartości netto”, aby wiedzieć czy biedniejemy czy się bogacimy. Wykorzystaliśmy do tego celu dokumenty Google, tak abyśmy oboje mogli korzystać z tego samego pliku online. 

Nasz plik do planowania miesięcznego budżetu rodzinnego – wersja poglądowa, oczyszczona i delikatnie uproszczona 🙂
W osobnej zakładce jest plik do monitorowania przepływów pieniężnych.

Od tamtej pory nie ma już u nas bezmyślnych zakupów, pojawiły się natomiast subkonta (“słoiki”) dedykowane na specjalne cele : poduszka bezpieczeństwa, fundusz inwestycyjny, fundusz edukacyjny, dedykowane środki na przyjemności, na pomoc innym, na prezenty, na sprzęt sportowy itd. Pierwsze co robimy po otrzymaniu wypłaty, to zawsze “płacimy najpierw sobie”, czyli przelewamy ustalony procent na każde z tych subkont.

Najpierw zapłać sobie” Robert Kiyosaki

LTSS – Long Term Savings for Spending; FFA – Financial Freedom Account; NEC – Necessary; EDUC – Education

Świadome, konsekwentne i zdyscyplinowane podejście do finansów pozwoliło nam przez kilka lat zbudować tzw. poduszkę bezpieczeństwa (to kwota która w razie potrzeby pozwala przeżyć przez pół roku na obecnym poziomie wydatków), a także zgromadzić kapitał inwestycyjny. Okazało się, że taki prosty zabieg jak to, że w pierwszej kolejności “płacimy sobie”, a to co zostaje musi wystarczyć na resztę, spowodował w naszych finansach diametralną różnicę. Gdyby nie ta zmiana w podejściu wtedy, dziś mielibyśmy zdecydowanie mniej możliwości. Ale uwaga, nie oznacza to, że “siedzimy” już na górze pieniędzy… To co zbudowaliśmy przez te kilka lat, nie zrobiło z nas milionerów, dało jednak coś bardzo dla nas ważnego – finansowe poczucie bezpieczeństwa, komfort i elastyczność, a także możliwość budowania innych źródeł przychodu. To dzięki zgromadzonemu i właściwie ulokowanemu kapitałowi inwestycyjnemu, w trudnej życiowej sytuacji mogłam odejść z bardzo dobrze płatnej pracy i skoncentrować się na swoich osobistych potrzebach.

Minęła mi także potrzeba posiadania domu. Zdecydowanie większą wartością stała się dla mnie WOLNOŚĆ, którą poczuliśmy po sprzedaży domu i spłacie kredytu. To czym się teraz chcemy kierować w życiu, to ciekawość świata oraz pragnienie przeżycia czegoś niezwykłego.

Źródła przychodu

Wracając jednak do finansów oraz zgromadzonego funduszu inwestycyjnego – tym w co ostatecznie zainwestowaliśmy były nieruchomości i zarabiania na wynajmie. Karol długo poszukiwał i próbował różnych “instrumentów”, zanim znalazł ten najbardziej optymalny dla siebie model inwestowania z opcją przychodu pasywnego. Z tym przychodem pasywnym można się kłócić – wielu twierdzi, że coś takiego nie istnieje, z czym raczej się zgodzimy – niemniej jednak najem, bo o tym właśnie mowa, daje dużo swobody i możliwości. Większość wiedzy jaką w tym temacie posiadamy, pochodzi ze szkoleń Piotra Hryniewicza – które naturalnie gorąco polecamy – oraz od od absolwentów tychże szkoleń, którzy bardzo chętnie swoją wiedzą i doświadczeniem dzielą się z innymi. Zakupione na kredyt mieszkania, przygotowaliśmy  odpowiednio pod wynajem, tak by w efekcie co miesiąc generowały dla nas stały przychód, który naszej czteroosobowej rodzinie pozwoli na tzw. przeżycie, gdy będziemy już poza granicami kraju.

W podróży chcemy jednak czuć się komfortowo oraz bezpiecznie. Ponadto potrzebujemy pokryć brak pensji Karola, a także doposażyć kampera w niezbędne do drogi rzeczy. Na to potrzebujemy dodatkowych środków. Cześć z nich spłynie z projektów nad którymi obecnie pracujemy. Na pozostałą część szukamy innych sposobów.

Szukamy jednak tylko takich źródeł, które pomogą wygenerować dodatkowy przychód, ale nie odwiodą nas od samej podróży. Kilka razy byliśmy o krok od wejścia w jakiś nowy ciekawy biznes. Ostatecznie jednak, pomimo chęci oraz pokusy intratności przedsięwzięcia, na żaden z nich się nie zdecydowaliśmy. Dlaczego? Dlatego, że wejście w jakikolwiek biznes wiąże się z maksymalnym poświęceniem i zaangażowaniem przez co najmniej kilka lat. Byłoby to więc jednoznaczne z koniecznością odroczenia podróży, co absolutnie nie wchodzi w grę – bo za kilka lat dzieci podrosną i nie będą już chciały nigdzie z nami jechać i “cisnąć się” przez kilka miesięcy na wspólnej małej przestrzeni kampera z dala od koleżanek i kolegów. Poza tym opcja edukacji domowej w klasach wyższych byłaby zdecydowanie większym wyzwaniem. Moglibyśmy naturalnie odroczyć wyjazd na “dalsze później” czyli np. na czas emerytury i jechać wówczas tylko we dwoje, ale tego własnie nie chcemy… Znalazłam kiedyś cytat, który mocno do mnie przemówił: “You can always make more money, but you cannot make more time” (Pieniądze możesz zawsze zarobić, ale czasu nie zarobisz.) Uważam, że jest w tym zdaniu dużo mądrości. Z moich obserwacji wynika, że naturalną tendencją człowieka jest w pierwszej kolejności koncentracja na gromadzeniu większej ilości rzeczy i pieniędzy, a dopiero w drugiej pozwolenie sobie na przeżycia i przygody. Marzenia najczęściej spychane są na drugi plan i zostawiane na emeryturę. Wiedząc, że dzięki zarobkom z najmu, głodówka nam nie grozi, zdecydowaliśmy się iść pod prąd – “biznesy” odłożyć na później, a w pierwszej kolejności skupić się na realizacji marzeń. Na finanse jakiś sposób zawsze się znajdzie.

Dodatkowych źródeł przychodu szukamy zatem tylko w takich obszarach, które nie kolidują z realizacją naszego planu. Takim obszarem któregoś dnia być może będzie dla nas blogosfera – rozumiana dziś dość szeroko. Przykładem tego, że obecność w sieci daje dużo możliwości jest wielu blogerów – także podróżników. Wśród nich są też tacy, dla których blog i podróże po jakimś czasie stały się nawet jedynym źródłem utrzymania . Takimi podróżnikami-blogerami są Ola i Karol z Busem Przez Świat, którzy, jak sami piszą, robią to co kochają, a jeszcze dodatkowo na tym zarabiają. Swoim wieloletnimi doświadczeniem w tym temacie dzielą się w ramach kursu “Zawodowy Podróżnik“. O ich kursie dowiedzieliśmy się “przypadkiem” (W ŻYCIU NIE MA PRZYPADKÓW!) z podcastu Michała Szafrańskiego (Michał bardzo dziękujemy! Z ciekawości zapisaliśmy się na ich kurs, który dał nam dużo konkretniej wiedzy oraz inspiracji (Ola, Karol – bardzo dziękujemy! 🙂 )

Kolejna edycja kursu do wykupienia na stronie Busem Przez Świat.
Ola i Karol z “Busem Przez Świat” odwiedzili naszego kampera w trakcie targów World Travel Show 2019.

Po latach przepracowanych w korporacyjnym świecie finansów, blogosfera okazała się być dla mnie cudowną odskocznią, dającą mnóstwo przyjemności, satysfakcji oraz realizacji siebie w sposób twórczy i artystyczny. Postanowiliśmy, że w trakcie podróży będziemy hobbistycznie prowadzić zarówno bloga jak i vloga – raczej z większym naciskiem na VLOGa. W czerwcu 2019 założyliśmy więc stronę familiaventura.pl , a także profile na Instagramie, Facebooku i YouTube, wkraczając tym samym w zupełnie nowy dla nas świat. Wszystko robimy sami. Budowanie strony na WordPressie, montaż filmów, social media marketing – tego wszytskiego można nauczyć się z Internetu. Co chwilę coś nas zaskakuje i nieustannie się dokształcamy. Jest to turbo ciekawe i pasjonujące. Naturalnie byłoby nam bardzo miło, gdyby w efekcie tych prac udało się nawiązać współpracę z markami, gdyż blogowanie wówczas mogłoby się stać kolejnym wynikającym z pasji źródłem przychodu. Nie jest to jednak cel sam w sobie. Przede wszystkim robimy to co lubimy, chcemy dzielić się z innymi naszymi doświadczeniami, a artykuły, zdjęcia i filmy będą dla nas cudowną pamiątka z podróży.

Co po powrocie?

Wiele osób pyta się nas, co zamierzamy zrobić po powrocie. Tego dokładnie nie wiemy. Mamy wstępne pomysły i założenia, ale czy precyzyjne planowanie tego co będzie za ponad rok, ma większy sens? Ceniony przez nas bardzo Jakub B. Bączek zacytował nam kiedyś słowa Sławomira Mrożka: “Najważniejsze jest najbliższe 5 minut. Reszta to tylko wyobrażenia.” Czyż tak nie jest???Koncentrujemy się zatem teraz na przygotowaniach do podróży i na początkowym etapie wyprawy, nie martwiąc się nadto tym co będzie potem. Mamy siebie i oby jak najdłużej także i zdrowie. Z resztą sobie poradzimy. Wierzymy w potęgę podświadomości, siłę przyciągania, a także w to, że wszechświat sprzyja wędrowcom [Jacek Walkiewicz]. Nasza podróż będzie także pewnego rodzaju poszukiwaniem. Poszukiwaniem tego czego my chcemy od życia i jak chcemy, aby ono wyglądało. Do tej pory podążaliśmy za ogólnie przyjętym, częściowo narzuconym nam sposobem funkcjonowania. Tym razem to my sami “projektujemy” to, jak chcemy, aby nasze życie wyglądało. 

“This is life and we decided to live it.”

4 comments
  1. Jestem pewien że Wam się uda „wystartować i długo unosić w powietrzu”… niektórym to po prostu pasuje i trzymam kciuki by jak najszybciej „złapało wiatr w żagle”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like