Nasze kempingowe życie na Półwyspie Helskim – test przed wielką podróżą

Minęły ponad dwa miesiąca od kiedy mieszkamy w kamperze. Pomału kończy się nasza wakacyjna przygoda. Jak żyje się w kamperze dłużej niż tydzień czy dwa? Czy bardzo doskwierał nam brak wygód i zdecydowanie odmienny rytm dnia? Co jest największa zaletą takiego życia, a jakie są wyzwania? Czego nauczyły nas te dwa miesiące i jaki jest nasz dalszy plan?

Stacjonarny test

W maju zajechaliśmy naszym nowym “domem” na Półwysep Helski.

W przyszłym roku o tej samej porze powinniśmy być już gdzieś w okolicach Skandynawii. Taki w każdym razie jest nasz wstępny plan… Póki co jednak jesteśmy jeszcze w Polsce – i nie zmieni się to jeszcze przez przynajmniej kolejne pół roku. Przez ten czas musimy “uzbierać” na podróż – wdrożyć i sfinalizować kilka ‘projektów’, tak by spiął się nasz wyjazdowy budżet (Aspekt finansowy to temat dość przyziemny, ale bardzo ważny. Na tyle ważny i obszerny, że poświęcimy mu osobny artykuł). Wracając jednak do tego lata…

To lato postanowiliśmy wykorzystać na sprawdzenie siebie oraz naszego kampera w wariancie stacjonarnym. ? W tym celu jako miejsce, nie bez powodu, wybraliśmy Półwysep Helski. To tu, od kilkunastu lat spędzamy wakacje.

Tu przyjeżdżaliśmy, żeby odpocząć od codziennego zabieganego życia i naładować baterie. Od zawsze marzyliśmy, by spędzić tu cały sezon, bez pośpiechu i bez żalu, że po dwóch tygodniach trzeba wyjeżdżać i wreszcie nadszedł ten czas, by to marzenie zrealizować. Na spokojnie, z uważnością i wdzięcznością rozkoszować się każdym najmniejszym detalem tego magicznego miejsca.

Dom jest tam gdzie my jesteśmy

Stacjonujemy na polu kempingowym. Nad naszymi głowami brzoza i sosna, po sąsiedzku mirabelka. Kilkadziesiąt kroków dzieli nas od brzegu zatoki puckiej, oraz droga, tory i nadmorski lasek od plaży morza bałtyckiego.

Żyjemy z dala od pięknego miejskiego życia, pełnego elegancji, szyku i wygód. Tutaj mieszkamy w towarzystwie białych rzędów przyczep kempingowych, ustrojonych słomkowymi płotkami, deskami surfingowymi, hamakami oraz girlandami światełek.

Królują wygodne wakacyjne ubrania, japonki, słoneczne okulary i wełniane kolorowe czapy. Wszystko w cudnym surferskim klimacie, który uwielbiamy???☀️

Home Sweet Camper

Pierwszy raz mieszkamy nie w przyczepie kempingowej, a w kamperze – naszym kamperze, którego kupiliśmy i przerobiliśmy, by pojechać nim w podróż po Europie. Teraz jednak wiedząc, że spędzimy w nim całe lato stacjonarnie, zdecydowaliśmy się dla własnej wygody rozłożyć przed nim przedsionek.

W przedsionku zbudowaliśmy podłogę z płyty OSB, pomalowaliśmy ją na biało, wstawiliśmy do środka mały aneks kuchenny oraz stolik z krzesełkami – tak by posłużył nam jako kuchnia i jadalnia. I tu lub na dworze najczęściej spożywamy wspólne posiłki.

Życie na kempingu nie ma zbyt wielu wygód…

Nie ma tutaj obszernych, luksusowych wnętrz. Mieszka się całą rodziną na kilku metrach kwadratowych. Korzysta się z kempingowych sanitariatów, zmywa się ręcznie, a pranie robi się w kempingowej pralce do której prowadzone są zapisy. Do „domowych” obowiązków należą m.in. wylewanie deszczówki z dachu przedsionka, uzupełnianie wody w zbiorniku, czy regularne opróżnianie kamperowej kasety WC – z której raczej nie korzystamy, ale od czasu do czasu coś się jednak zbierze, zwłaszcza przy dzieciach ?

Pogoda i aktywny wypoczynek

Od kiedy tu jesteśmy doświadczyliśmy wszystkich wariantów pogodowych typowych dla tej części Polski. Jednak wbrew negatywnej opinii o polskim wybrzeżu tych zimnych i deszczowych dni było bardzo mało. Przez większą część tego lata świeciło słońce, a na niebie królował błękit z bardzo umiarkowanym zachmurzeniem. Półwysep Helski ma swój specyficzny mikroklimat, powodujący, że większość chmur zatrzymuje się i pozostaje nad lądem, czyli w okolicach Trójmiasta. Na półwysep nie docierając. Można je za to podziwiać z przyjemnej odległości ?

Noce tego lata były ciepłe. Zdarzyło się kilka tak wyjątkowo ciepłych, że możliwy był sen nawet pod gołym niebem. ✨

Było też sporo wietrznych dni, z czego się bardzo cieszyliśmy. Takie dni są bardzo porządane i wyczekiwane przez miłośników kitesurfingu i windsurfingu. Gdy wieje, zatoka pucka zamienia się w widowisko tańczących na wietrze żagli i kolorowych latawców, a jej brzegi oplecione są linkami, udekorowane deskami oraz namiotami z kite’ów. Z wody wychodzi się tylko na chwile, by posilić się i odpocząć.

Szaleństwo kończy się dopiero wtedy, gdy wiatr ustaje. Sprzęt sportowy wraca do przedsionków i większość osób przełącza się na bardziej plażowy ‘slow mode’ – aż do czasu kolejnych wietrznych dni ? W trakcie tej, czasem nawet kilkudniowej przerwy, kitesurfing i windsurfing zastąpione są przez rowery, deskorolki, longboardy, wakeboard i skutery wodne.

Wspólna przejażdżka na longboardach z OnBoard365

Zalety kempingowego życia

Życie na kempingu to bezpośredni kontakt z naturą, własnymi dziećmi i samym sobą. Jest hamak, szum fal, śpiew ptaków, bezkres morza, spokój wschodzącego i zachodzącego słońca, wiatr, sporty wodne, wycieczki rowerem, spacery po lesie i plaży.

Jest sen pod gołym niebiem i posiłki na świerzym powietrzu. Jest przestrzeń na spokój, świadomość i uważność. Dzieci biegają boso, brudne i szczęśliwe, na każdym kroku doświadczając świata. Całe życie toczy się na dworze – od świtu do zmierzchu.

…I jest nam tak cudownie.

Są też wyzwania…

Tak jak się tego spodziewaliśmy – największą trudnością było dla nas utrzymanie stałego rytmu dnia oraz wywiązywanie się z ustalonego wcześniej podziału obowiązków. Wakacje te, oprócz wypoczynku, zabawy i przyjemności, miały być także sprawdzianem dla nas samych – czy pomimo wakacji będziemy umieli się zdyscyplinować 🙂 W podróży, jeśli mamy zapewnić dzieciom naukę w ramach ‘homeschoolingu’, a samym sobie czas na pracę – odpowiedni poziom samodyscypliny będzie niezbędny. Oprócz przemieszczania się, zwiedzania, nauki i pracy, chcielibyśmy także, aby znalazł się dodatkowo czas na regularny trening, medytację oraz książkę. I właśnie taki plan dnia postanowiliśmy przy okazji tych wakacji “przetestować”…

Nasze przypuszczenia się potwierdziły – w trybie “wakacyjnym”, a na dodatek w miejscu takim jak to – bardzo trudno jest cokolwiek zaplanować i trzymać się ustalonego grafiku. Tak wiele się tu dzieje… 😀 Każdy dzień i każdy wieczór wypełnia gama atrakcji oraz spotkań towarzyskich. Tyczy się to nie tylko dorosłych, ale i dzieci.

Godziny pójścia spać są mocno przesunięte w czasie. Po bardzo intensywnym dniu, wieczorze pełnym wrażeń i późnym pójściu spać, nie łatwo jest następnego ranka zbudzić się o świcie, dopełnić wszystkich “domowych” obowiązków i na dodatek wygospodarować jeszcze czas na twórczą pracę.

Trzymanie się więc ustalonego rytmu dnia oraz podziału obowiązków, absolutnie nie jest proste i nad tym będziemy musieli jeszcze popracować ?

Wygody i niewygody

Innym wyzwaniem, okazało się wspólne łóżko dziewczynek, które od czasu do czasu bywało ‘kością niezgody’. Nad ranem nie rzadko słyszeliśmy pretensje… „Czy możesz się przesunąć, bo leżysz na mojej połowie?!”, „Zabierz nogę z mojej kołdry!” itd. Niestety dochodziło czasem i do siostrzanych rękoczynów ?

Pojawiał się także klasyczny temat utrzymywania w porządku wspólnej przestrzeni: „To nie moje!”, „Ostatnim razem to ja ścieliłam łóżko. Teraz twoja kolej!”, „Zabierz to wreszcie! Leży tu od kilku dni!”…

Wszystkie takie sytuacje, wynikające z konieczności życia na małej powierzchni oraz współdzielenia części wspólnych, traktowaliśmy jako idealne okazje ćwiczenia umiejętności poszukiwania rozwiązań. Bardzo cieszy nas fakt, że z czasem dziewczynki wypracowały wspólne metody radzenia sobie z tego typu sytuacjami i spięcia między nimi pojawiały się coraz rzadziej.

Przekonaliśmy się także, że im mniej rzeczy zabierzemy ze sobą w podróż tym będzie nam łatwiej. Wykorzystuje się bowiem tylko te ulubione, a reszta tych “na wszelki wypadek” jest absolutnie zbędna – niepotrzebnie zajmują miejsce i przeszkadzają w utrzymaniu porządku. Tyczy się to nie tylko ubrań, ale i zabawek. Zwłaszcza, że wiekszą część dnia spędza się w terenie.

Wdzięczność…

Temat wdzięczności nie jest nowy, ani dla nas, ani dla naszych dzieci. Pomimo to po raz kolejny przekonaliśmy się, jak łatwo i szybko człowiek przyzwyczaja się do tego co ma i z jaką łatwością moglibyśmy przyjąć to co tu mieliśmy za normę… Aby tak się nie stało, staraliśmy się doceniać każdą spędzaną tutaj chwilę i cieszyć się z każdej najmniejszej rzeczy. Być wdzięcznym, za to że mamy możliwość spędzać tyle czasu razem, za to że mieszkamy w otoczeniu pięknej przyrody, za mnogość atrakcji wkoło nas, za to, że poznajemy fantastycznych ludzi, od których otrzymujemy dużo mądrości i życzliwości…

Czas na kolejne przygody…

Pomału wakacje się kończą i nasza przygoda tutaj też. Kolejne nasze marzenie – zrealizowane! 😀 Żegnamy się z tym wyjątkowym miejscem, zabierając ze sobą cudowne wspomnienia oraz bardzo cenne doświadczenia, które miejmy nadzieję pomogą nam jeszcze lepiej przygotować się do naszej rocznej podróży.

Foto: @MaciejSwietyPhotography;
Czapki: @PomCap

I co dalej…?

Kontynuujemy nasze przygotowania do podróży. W pierwszej kolejności musimy zadbać o sferę finansową. Następnie dopełnić formalności związanych z ‘homeschoolingiem’, pozbyć się reszty zbędnych rzeczy jakie jeszcze pozostały po sprzedaży domu i wprowadzić do naszego życia zdrowy poziom minimalizmu.

Ustalanie szczegółów podróży zostawiamy sobie na sam koniec – jako wisienka na torcie. Na ten moment wystarcza nam nasz wstępny plan – trasa przez Finlandię na północ do Laponii, wioska Świętego Mikołaja, Norwegia, Lofoty, Fiordy w kierunku południa. Później Dania, Niemcy, Holandia, Belgia, Francja i wybrzeżem na południe Europy – Hiszpania, Portugalia, Włochy, Grecja, itd. Zimą planujemy też pobyt w zaśnieżonych górach, gdyż kochamy zimę i snowboard.

Jesteśmy rodziną, która ogólnie lubi sporty “deskowe” czyli tzw. “boardsports” – kiteboarding, snowboard, longboard, wakeboard. W planach mamy także naukę surfingu… Trasa naszej podróży będzie prowadzić więc przez najciekawsze miejsca Europy, w których tego typu sporty będziemy mogli rodzinnie uprawiać.

Zanim jednak ruszymy w długą podróż, planujemy jeszcze kilka krótszych wypadów na Hel – póki sezon kitesurfingowy w pełni – a na jesień, test kampera w podróży, czyli szybki wyskok w okolice Szwajcarii. Zapraszamy do śledzenia nas na Facebooku i Instagramie 🙂

Who needs a house up on a hill
when you can have one on four wheels
and take it anywhere the wind might blow

2 comments
  1. Marta naprawdę masz super talent pisarski, czytam to z lekkością, a przy okazji jest to zwięzłe i widać, że wiesz co chcesz nam opowiedzieć. Coś mi świta że chyba znasz jakiś język romański, bo budowa zdań jest chyba podobna
    w jednym z nich.
    Napisz proszę książkę, coś trwałego i wiecznego. Wasza historia jest tak wciągająca, a pióro Marty lekkie, że zastała mnie późna noc, a chcę i to bardzo chcę tych opowieści więcej.

    1. Ależ mi miło. Dziękuję bardzo serdecznie! Taki komentarz to cudowny podarek i kolejny powód ku temu, by się jeszcze szerzej uśmiechnąć 🙂 Marzy mi się napisanie książki, więc kto wie, z taką zachętą, być może tak się kiedyś stanie 😀
      Fantastycznego dnia i raz jeszcze dziękuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

You May Also Like